Linoryt OLABOGA!
Sobotni pobyt na uczelni, robiąc zaległy linoryt, doprowadził mnie do obłędu. Umieram ze zmęczenia. A i same prace wyszły średniawo. Sesjo Nienawidzę cie!
Natomiast Dzień wcześniej popełniłem straszne głupstwo. Koło 23 wypiłem bardzo bardzo mocną kawę(z miodem<3), trzecią już owego dnia(a właściwie nigdy jej nie pijam), gdyż chciałem całą noc nadrabiać ten cholerny linoryt, co poskutkowało niesamowicie złymi konsekwencjami fizycznymi. Padłem na łóżko nie czując ciała, serce napierało jak nigdy, świat wirował, długą chwilę pobyłem w takim stanie nietrzeźwości, po czym ocknąłem się o 5 budząc się z koszmaru i następnie na chwilę tracąc świadomość, obudził mnie telefon o 8. Sny bywają niesamowite. Pierwszy sen, koszmar ów, opowiadał o wyjezdzie/wycieczce z grupą osób. Akcja rozgrywała się w domu o drewnianych ścianach. Wszystko byłoby w porządku i na miejscu, gdby nie fakt, że nagle jedną z dziewczyn opętał Szatan. (yep, tak jak na tych wszytskch filmach), Wszystko nadal byłoby okej, gdby nie fakt, że ona chciała mnie, by mnie też opętało, i abyśmy razem zawładnęli światem, a później go zniszczyli. Okei wszystko w porządku, GDYBY NIE FAKT, że nie odmówiłem od razu, tylko miałem ochotę to zrobić. A był to sen świadomy. Co do niesamowitości, to bardzo ciekawa sytuacja była, gdy we śnie wiedziałem, że zaraz zadzwoni budzik, byłem przekonany, że zaraz to nastąpi, wpatrywałem się w ten zegarek, po czym obudził mnie nagle dzwoniący telefon. Sny=przyszłość.
Sam poranek był kategorycznie zły. Kac po kawie jaki nigdy, miałem ochotę zadźgać się tym dłutem na śmierć.
Sesja w pełni,
Poranne ogarnianie,
Linorytowy musss.










































